Up

Wulkan, lawa, groźnie brzmiąca Etna. Wjechać na nią rowerem, złapać parę dni relaksu, uciec od rzeczywistości. Właśnie to mieliśmy w głowie, kiedy padł pomysł.

Październik 2014

W ostatnich latach mnóstwo osób przetoczyło się przez moje życie. Zostając w nim dłużej lub krócej, odciskając po sobie jakiś ślad. I choć to strikte mamuśkowy blog o mamuśkowych przygodach, to nie sposób pominąć w opowieściach tych wszystkich, którzy są obok każdego dnia, z którymi wzajemnie się człowiek wspiera w pracy, pomysłach, zabawie…. Taka i ta historia człowieka znikąd, mego serdecznego przyjaciela 😉

1782360_785104541525778_2526424262371512750_o

Rzeczywiście siedzielismy przy kubku ciepłej herbaty, prowadząc długą kumpelską rozmowę dotyczącą mało istotnych rzeczy. Pamiętam, że wówczas nie miałam w sobie wystarczająco dużo siły by wyjść z propozycją. Nie miałam dostatecznie dużo odwagi by sięgnąć po to co normalnie ludzie nie sięgają, chowając się w jesienne popołudnie w swoich ciepłych domach. Może właśnie dlatego pomysł wjazdu na wulkan przyjęłam z takim entuzjazmem i zgodziłam się bez mrugnięcia okiem;) Przygotowań nie robiliśmy żadnych – bo po co 😉  Wystarczyło spakować rower i zabrać 2 pary majtek na przebranie, bo co więcej do szczęścia było potrzebne. Bilet kupiony, data wybrana, trzeba poczekać tylko parę dni i frrruuu. Zapakowani z butelką dobrego wina pod pachą wrzuciliśmy tyłki do samolotu i ruszyliśmy ku przygodzie. Ku Katanii.
Z pracy domowej jaką musiałam odrobić w tamtym czasie warto przytoczyć kilka ważnych informacji:

Etana 
Położona na największej wyspie Morza Śródziemnego. Z języka sycylijskiego Muntagna i ta nazwa dużo bardziej mi się podoba;) Obecnie jest najwyższym i największym stożkiem wulkanicznym
w Europie. Jego obecna wysokość to 3340 m n.p.m. Od 2013 roku wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Do dnia dzisiejszego szacuje się, że było tam ponad 200 wybuchów. Najciekawsze chyba to, że dokładnie rok po naszej wyprawie eksplodowała ponownie 😉

Teren
Okolic opisywać nie warto – drogi jak w Polsce 😉 Na uwagę jednak zasługuje sama nawierzchnia wulkanu. Bo to ani żwir, ani kamienie, ale piekielnie ostre kawałki zastygłej lawy, czarne jak smoła, tworzące gdzieniegdzie błotniste bagienka. U podstawy stożka droga jeszcze dosyć mocno utwardzona, bo dostępna dla samochodów, jednak od połowy uwierzcie zaczyna się piekiełko

Przewyższenia
Proste od 0 do 3340m n.p.m. – a jak to sobie rozłożycie od Was już zależy 😉

10847540_783657528337146_6978536035841522787_o

Dzień 1
Po „naszemu” nie planowaliśmy nic, zupełnie nic. Oznacza to, że wychodzi się z kartonem z lotniska
i jedzie się gdzieś, jakoś, czymś. Dużo ludzi tego nie rozumie, jeszcze więcej nie jest na to gotowych.
A ja bardzo zachęcam, żeby choć jeden raz tak w życiu zrobić i przekonać się, jak smakuje tego rodzaju wolność. Złapaliśmy jakaś taksówkę, ktoś podpowiedział nam na lotnisku gdzie można się niedrogo przespać, w lokalnym spożywczym kupiliśmy mleko migdałowe, ser, bułki i tyle 😉  Nie było aż tak ważne jak hotel wygląda. Tego naszego i tak Wam nie polecę, jednak szukajcie takiego,
w którym przechowają Wam kartony na rower, by ułatwić sobie powrót do domu. Rowery składaliśmy, każdy w swoim końcu holu, by jeszcze tego samego dnia wyjechać na dwóch kółkach
w nieznane.

Cześć II tu.
Video z naszego tripu znajdziecie tu.
P
ełna galeria tu.

 


ABOUT THE AUTHOR

Małgorzata