Up

MAROKO

by 15 czerwca 2016 SAHARA 1

Bez względu na to jak się czasami bronię, kuchnia to moje miejsce. Lubię to i owo przygotować, spróbować, wymyślić, połączyć smaki… Cieszę się, że dziewczyny są już na tyle duże, że gotować możemy razem. Żeby było jasne Ewa Wachowicz to ja nie jestem, ale tragedii nie ma!

Wszystko zaczęło się od arganu… Do tej pory bardziej kosmetyczny niż spożywczy gościł u nas w domu. Wracając z wyprawy 2 lata temu kupiliśmy większy zapas w Marrakechu, przede wszystkim właśnie spożywczego. Zapach, smak trudno opisać ale spróbuję. Nie narzuca się potrawie, tylko z nią współgra. Ma posmak prażonych orzechów arachidowych, z których jest wytwarzany. Oleista konsystencja, bursztynowy lub jak kto woli ciemnozłoty kolor działa też miło na zmysł wzroku. Nuta zapachowa jest przepiękna, jeśli tylko posiada się prawdziwy olej a nie ten kupiony gdzieś w sklepie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

niczym bursztyn w płynie

Tajine ( Tażin )
To tradycyjne arabskie naczynie, bardzo popularne w Maroku. Wytworzone jest z gliny i służy do duszenia potraw nad rozżarzonym węglem lub drewnem. Najcześciej można spotkać w kolorze ceglanym – te są typowo lokalne, jednak dla turystów dostępne są w opcji ze zdobieniami. Prawda taka, że kuchnia marokańska bez tajina nie istnieje, a już na pewno w naszym domowym wydaniu.
Różnorodność kulinarna jest dosyć duża, nie opiszę Wam wszystkich tradycyjnych dań, bo po prostu ich nie próbowałam, ale poczęstuje Was małą dawką naszej saharyjskiej kuchni wyprawowej.

Omlet ala Berber
Wszystko co saharyjskie kojarzy mi się z jajkami. Jajecznice, omlety, jajka gotowane – pod każdą postacią ;))) Po prawie 3 tygodniach idzie skonać i przez następny miesiąc nie ma się ochoty na jajka patrzeć. Ale tam smakują rewelacyjne. Najczęściej spożywany na wyprawie był zatem omlet berberyjski w kilku wariacjach – sam, z groszkiem, cebulą, serem…a dla śmiałków nawet z jakimś rodzajem mięsa, czego ja już odwagi nie miałam próbować. Omlet zapiekany oczywiście w tajinie stanowił podstawę naszego wyżywienia. Myślę, że Berberowie mają całkiem przemyślaną dietę, bo przecież jajka są bogatym źródłem witamin: A,E,D i K orazB2 i B12 a co najważniejsze są źródłem pełnowartościowego białka, łatwo przyswajalnego przez organizm.

IMG_7502

Khobz
Drugi w kolejności, zaraz po omletach, stanowiący podstawę naszej marokańskiej diety był ichniejszy chlebek. Smak jak smak, wrażenie nie robił, ale nie opychał. Można było zjeść takie 3 lub 4 i nie czuło się spulchniaczy bo po prostu ich tam nie było 😉
Po powrocie znalazłam całkiem fajny przepis, więc podrzucam i Wam:

  • 2 szklanki mąki semoliny
  • 2 szklanki mąki (zwykłej pszennej)
  • 2 łyżeczki soli
  • 2 łyżeczki cukru
  • 1 łyżka drożdży
  • 2 – 3 łyżki  oleju roślinnego
  • 1 ½  szklanki ciepłej wody
  • mąka do podsypania podczas wyrabiania
  • olej i semolina do posmarowania i podsypania blach
  1. Drożdże, cukier i olej dodać do ciepłej wody i dokładnie wymieszać.  W dużej misce wymieszać obie mąki i sól.  Zrobić na środku wgłębienie, wlać wodę z drożdżami.
  2. Wyrobić ciasto, w razie potrzeby dodać mąkę lub wodę.  Ciasto powinno być gładkie i elastyczne, nie może się kleić. Pod ręcznikiem powinno nam wyrosnąć – odstawić je na 10 min.
  3. Przygotować dwie duże blachy, posmarować lekko olejem i posypać semoliną.
  4. Rękoma uformować dwa placki o grubości ok. 0,5 cm. Placki ułożyć na blaszkach i wstawić do piekarnika ustawionego na około 55 stopni na około godzinę do wyrośnięcia. Ponakłuwać ciasto widelcem w kilku miejscach. Piec 20 minut w temperaturze 220 stopni, w połowie czasu pieczenia obrócić chlebki.

Smacznego !

IMG_6207

Couscous i Harcha
Niestety nie mam pojęcia gdzie podziały się moje zdjęcia, a kopiować nie chcę, więc jeśli ktoś z Was będzie zdeterminowany na pewno wujek google pomoże. Pierwsza potrawa jest mieszanką warzyw ( może być też w wersji mięsnej ) oraz kaszy kuskus.
Bardzo smaczne i bardzo pożywne, zamiennie stosowane u nas z omletem berberyjskim. Harcha natomiast to rodzaj chlebka ( nie wszędzie był dostępny a szkoda ) którego głównym składnikiem jest kasza manna – bardzo fajny zapychacz 😉

Napoje
Tak naprawdę bazowaliśmy na 3 napojach ( no dobra czasami było dostępne też piwo ) – coca cola, herbatka miętowa oraz woda.
Na wyprawach już niejednokrotnie przekonałam się, że coca cola to świetny napój o szerokim spektrum zastosowania. Po pierwsze jego skład nie tylko odrdzewia śrubki ale również „pożera” wszelkich nieproszonych gości, przez których nasz organizm wariuje adoptując się do nowej flory i fauny. Po drugie cola to najpewniejszy napój. Masz 99%, że po tym nie dopadną Cię, żadne rewolucje żołądkowe, które na rowerze średnio byłyby wskazane. Na koniec, niebywałą zaletą coli jest ilość cukru, która daje zdrowego kopa przy dużym wysiłku. Jednak pod koniec dnia, kiedy organizm działał już na rezerwie energetycznej,  zbawieniem stawała się gorąca herbata miętowa. Nie wiem po dziś dzień dlaczego herbata, skoro parzyli tylko miętę, ale może następnym razem się dowiem 😉 W każdym razie ja miętę uwielbiam z dziewczynkami i zawsze w domowym ogródku ( czytaj rabatki balkonowe ) mamy jej kilka rodzai, jednak tamta smakowała zupełnie inaczej i rosła dosłownie wszędzie.
Co do wody, to oczywiście warto kupować takie, których nakrętki nie są uszkodzone 😉 z pierwszego nalania. Bardzo popularne jest kupowanie zamrożonej wody w 1,5l butelkach. Tylko dzięki temu przeżyliśmy 120 km dojazd do Chigagi ( najwyższej wydmy na Saharze )…
IMG_7696
Nasza codzienność.
DSCN1748

Na koniec raz jeszcze podkreślę, że opisane przez mnie potrawy dotyczą naszej diety wyprawowej, to nasze gusta, nasze smaki , nasze pamiątki dla podniebienia 😉 Z Panem Makłowiczem konkurować nie będę.


ABOUT THE AUTHOR

Małgorzata