Dwa dni to wystarczająco dużo, by się nasycić Atenami. Pytanie zatem – co dalej ? Piszę do mojej ekipy united-cyclists.com – „Hej, to jaki pomysł ? Jakaś podpowiedź ?” Opcje są dwie – wyspa lub góry. Popatrzyłam na wzniesienia, potem na wodę i zapragnęłam poczuć bryzę morska na twarzy… decyzja zapadła – wyspa!
Zaprzyjaźniona greczynka z hostelu pomaga mi znaleźć prom. Jest to zdecydowanie największy wydatek w całokształcie mojej małej wyprawy, ale myślę sobie, że jak nie teraz to kiedy. Przecież pewnie tu nie wrócę…. Prom płynie ok. 2,5h. Najbardziej popularne linie to Blue Star Ferries oraz Hellenic Seaways. Dla ułatwienia, połączenia możecie sprawdzać tu.
Na Syros dopływam ok 22.30. Jak myślicie co mogę mieć w głowie wysiadając z promu, gdzie w porcie widziałam mnóstwo imigrantów, a ja przecież jestem na wyspie i jest 22:30… Właśnie to czułam!
Po szybkiej przejażdżce wzdłuż portu okazało się, że wyspa jest jednak na wysokim poziomie turystycznym i nie ma mowy, by dostrzec jakieś podejrzane twarze. Dla własnego bezpieczeństwa jednak rozpatruje spanie w hotelu. Kiedy lokalny taksówkarz zaprowadza mnie do niby najtańszego hotelu, nagle wyskakuję z butów – bo noc kosztuje jedyne 130 euro!
Nie stać mnie na takie burżujstwo i tak prom wpadł dodatkowo. Postanawiam jechać przed siebie w poszukiwaniu miejsca na namiot. Założenie zawsze jest to samo – należy wyjechać kawałek za miasto. Miejsce powinno być z definicji bezpieczne – tzn: pod kątem zwierzątek jak i nieznajomych. W krzakach mogły trafić się przemiłe skorpiony a przy ulicy… cholera wie kto.
Po paru kilometrach trafiam do bogatej dzielnicy domków jednorodzinnych, gdzie znajduję jeden w budowie z otwartym ogrodzeniem. Długo nie myśląc korzystam 😉

IMG_1365

Noc ciężka… Gdybym to nagrała…gdybyście mogli usłyszeć wycie wiatru i huk fal tej nocy. Nie pamiętam ile razy wstawałam czekając na świt, sprawdzając czy wszystko jest na swoim miejscu. Pierwsze promienie słońca wznoszącego się nad horyzontem były piękną nagrodą. To była właśnie ta chwila, w której zrozumiałam, że nie warto wszystkiego planować, bo można przegapić cudne niespodzianki od życia. Bezkres wody, wynurzające się powolutku słońce oświetlające masywne wyspy, które rozsiane były dosłownie wszędzie…
Dopiero teraz dostrzegam, że nad miastem dominują dwa wzgórza: wschodnie o nazwie Wrondado i zachodnie o nazwie Ano Siros. Na tym pierwszym znajduje się ortodoksyjny grecki kościół Anastasis , zaś na wzgórzu Ano Siros mieści się klasztor Ajos Jeorjos (Św. Jerzego) założony przez Kapucynów w roku 1535 – kawałek historii 😉

5:30
Chyba czas na mnie.  W sumie po 4 h w namiocie bez snu, można jechać dalej. Zjadłam kanapkę z dżemem przygotowaną dzień wcześniej w hostelu i ruszam przed siebie. Wyspa nie jest duża – powierzchnia zajmuje jedynie 85m² przy 200 000 mieszkańców zamieszkujących tylko jej zachodnio-poludniową część, nie stanowi wielkiego wyzwania, nawet dla początkującego rowerzysty. Mam aż 2 dni, żeby objechać wszystko.
Za kierunek obieram Galissas, druga strona wyspy i jednocześnie jedyne miejsce campingowe jakie widzę na mapie. Po niespełna 30 kilometrach trafiam do fantastycznego opustoszałego kurortu, które wyglądem przypomina Władysławowo zimą, z pominięciem kolorytu wody, który tu ujmuje mnie mocno. W malutkim rybackim porcie spotykam prezydenta wioski, który okazuje się tutejszym restauratorem 😉 Uwieńczeniem naszej rozmowy jest przyzwolenie na rozbicie namiotu na dachu jego restauracji. Dodatkowo częstuje mnie kieliszkiem wina produkowanego na wyspie 😉 Jakiż cudowny ma smak!

Grecy są naprawdę fantastycznym narodem. Bardzo otwarci, bardzo pomocni. Poznałam kilka historii o żonach polkach – lubią nas – to miłe. W każdym miejscu ktoś zaczepia, pyta – a skąd i że na rowerze i że sama ….

Popołudnie spędzam w kolejnej wiosce śpiąc na plaży. Najzwyczajniej w świecie padłam, pozbawiona sił witalnych usnęłam nad brzegiem morza, wtulając się w rower, by nikt go nie ukradł… zupełnie bez sensu.
Kiedy mój żołądek przypomniał mi, że jednak trzeba wstać, zaraz za skałami spotkałam rybaka wyławiającego ośmiornice 🙂
Pomyślałam, właśnie spełnię kolejne życzenie. Ośmiorniczka kilka godzin później wylądowała na moim talerzu! I tu dodam – świeże owoce morza smakują zupełnie inaczej niż te kupione u nas – smak był fenomenalny.
Przyprawiona pode mnie w sosie pomidorowym, lekko podsmażana z cebulką… aż w tym momencie ślinka mi cieknie.
Noc na dachu również stanowiła dla mnie nowość. Jak dotąd zdarzało mi się spać na dachach, ale nigdy nie w namiocie i jeszcze z rowerem w środku. W takich momentach najlepiej sprawdza sie dobry film, zagłuszający wiatr lub ulubiona muzyka…. Nie pamiętam kiedy padłam…
Kolejny dzień spędziłam na zdrowym pedałowaniu. Wyspana, wypoczęta przejechałam wyspę wszerz i wzdłuż. To naprawdę piękne miejsce. Warte odwiedzenia, warte przeżycia przygody. Jest tu sporo urokliwych zatoczek, zakamarków, w których można się schować przed całym światem. Sympatyczni ludzie, dobra kawa – czego chcieć więcej ?
Syros nie jest tani, a nawet powiedziałabym, że jest całkiem drogi gdyby tak chcieć spędzić tu czas ala normalny nienamiotowy i restauracyjny turysta. Ja preferuję lokalne sklepy, bazarki i namiot 😉 W taki sposób można więcej i dalej, a już na pewno prawdziwiej.
Pamiętajcie sezonowa dieta owocowa zawsze wychodzi najtaniej!

IMG_1695

 

IMG_1523

Tydzień minął szybko. Pierwszy raz w życiu dałam radę bez choinki, karpia, makowca mojej mamy…. Wyprawa była zaskakująca w wielu wymiarach. Znowu dowiedziałam się trochę więcej o sobie samej. Wewnątrz zapanował spokój…a słońce nadal świeciło. Z dziewczynkami w kontakcie non-stop.

Nie wiem, czy jeszcze tam wrócę. Myślę, że chciałabym zobaczyć Santorini. Jest tam jedno takie pocztówkowe miejsce, które mówi do mnie” „Chodź…..”

IMG_1749Więcej zdjęć w galerii.

Małgorzata

View all posts

2 komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Jaki gapa ze mnie. Teraz dopiero zauważyłem kolejne części oraz zdjęcia w galerii! Super! Cieszę się.

    Polecałem Ci tamtego bloga, jako inspirację wycieczek. Muszę napisać, że Twoje zdjęcia jakościowo ładniejsze niż u Felicity – widać różnicę w sprzęcie (choć jako „modelkę” wolę zdecydowanie Felicity – i to jej rowerowe wariactwo!).

    Trzymaj się ciepło.

Małgorzata