Up

Samotne Boże Narodzenie było nie lada wyzwaniem i przyznam, że dało mi w kość, jednak postanowiłam nie dać się rzeczywistości i zaplanować ten czas najlepiej jak się da, żeby nie myśleć… Nie pytajcie – jak, dlaczego…bo to już było.. Skupmy się na tych kilku dniach i fantastycznej historii, która mnie tam spotkała!

Siedząc w domu w listopadzie zeszłego roku postanowiłam, że muszę coś zaplanować na grudzień, bo jak zostanę w domu to oszaleję! Wpadłam na stronę tanielatanie.net.pl potem odwiedziłam fly4free.pl, sprawdziłam budżet i wybrałam najtańszą opcję
z możliwych. Grecja- Ateny. Wybór był zupełnie przypadkowy, kierowałam się ceną, ale historia pokaże, że właśnie w momencie kiedy oddajemy ster w ręce losu, dzieją się rzeczy, których się zupełnie nie spodziewamy 😉

23.12.201510862604_886578991449275_2311517905760188203_o

Siedzę na lotnisku klikając w komputer. Grupa wsparcia jest, zewsząd otrzymuję bożonarodzeniowe życzenia. Mały stres mi towarzyszy, bo przecież to podróż w nieznane. W sumie pierwszy raz lecę sama, z rowerem, na własna rękę. Nie mam żadnej rezerwacji, nic w planie. Przeszukuję szybko internet – co ja mam tam właściwie robić – jaki plan ?
Zaraz za bramkami okazuje się, że nie mam mojej lustrzanki! Fuck, już wiem, kto mnie udusi…. ale szczęście sprzyja szczęściarzom – nagle przychodzi przemiły pan z ochrony lotniska i informuje mnie, że mój aparat leży w biurze rzeczy znalezionych – ufff. Humor mi wraca – no to lecę !!!

Podróż nie trwa długo, po 2,5 h jestem już w innym miejscu, o innym czasie, ludzie patrzą inaczej… znowu czuję przygodę.
To fantastyczne doznanie, znaleźć się gdzieś tak bez planu. To dla mnie zupełnie nowe doświadczenie, bo zawsze byłam totalnie poukładana i korporacyjnie zaplanowana, a tu taka niespodzianka. Biorę zatem swój karton, z taśmy montażowej lepię sobie prowizoryczny uchwyt. Łatwo nie jest, bo pakunek całkiem spory (200cm suma boków), waga 23 kg ( bo przecież sama zabieram cały ekwipunek ) i do tego jeszcze plecak i dwie sakwy w podręcznym. Cholera brakuje mi rąk! Jakoś daję radę wturlać się do autobusu, który za 5 euro zawozi mnie do centrum ( taxi – 30 eurasków ).

Jest już 1 w nocy, a ja stoję w centrum, gdzieś – cholera wie gdzie… Myślę, trzeba się ogarnąć – koniec języka za przewodnika!
Jak myślicie, gdzie zasięgnąć w takiej sytuacji porady ? Najprościej u taksiarzy. W każdym miejscu na świecie znajdą się jacyś przewodnicy, transportowcy, którzy pomogą – zwłaszcza blondynce! Po chwili body language, bo ni cholery nikt po angielsku nie mówi, znajduje się przemiły pan, który za free zawozi mnie do taniego hostelu – 400 m od Akropolu. Jeśli będziecie się kiedyś wybierać do Aten, to z czystym sumieniem polecam Hostel Dioskours znaleziony w serwisie hostelworld.com .

Dzień 1
Wstaję rano, z lekkim bólem głowy ze zmęczenia. Uświadamiam sobie, że naprawdę tu jestem i czuję się szczęśliwa. Dałam radę, nie ma co! Teraz jeszcze tylko trzeba poskręcać mojego rumaka i można ruszać ku przygodzie….

Podczas składania roweru

Podczas składania roweru

Nie mam wielkich zdolności technicznych, w serwisie rowerowym nie zagrzałabym miejsca, ale rower w podstawowym zakresie opanować potrafię. Parę śrubek, wkrętów, tu i tam pamiętam o podkładce. Potem trzeba sprawdzić czy prosto, czy wszystko w dobrą stronę 😉 Sakwy mam, plecak spakowany – wiem, że od tego momentu jestem niezależna.
Na chwilę wpada mi do głowy myśl, że to dziś wigilia, ale wiem, że 22.12 spędziłyśmy ją razem, taką naszą, wspólną. Było tak jak być powinno – tylko data się nie zgadzała….

Hostelik jest całkiem fajny. Czego chcieć więcej ? Wygodny pokój z umywalką. Jak na warunki, które często goszczą na wyprawach to taki mały luksus. Schodzę do recepcji – sympatyczna greczynka, biegle mówiąca po angielsku – nawet się polubiłyśmy.
Po kilku wymienionych zdaniach, zaprasza mnie na śniadanie. Nie jest to opcja wystawna – chleb, masło, miód i dżem – kawa i herbata już za dopłatą.. ale patio bardzo ładne. Czuć inny klimat. Otwieram komputer i szukam planu na ten czas i nagle słyszę język polski. Wielkim zaskoczeniem nie jest, że spotyka się wszędzie naszych rodaków, ale to spotkanie było szczególne samo
w sobie! Otóż za moimi plecami przygotowywała śniadanie pani Jola ( imienniczka mojej mamy) pochodząca z Włocławka ( mojego rodzinnego miasta), która znała moich rodziców i do Grecji uciekła za przysłowiowym chlebem 15 lat temu…
Czy w takiej sytuacji można sobie wyobrazić lepszą wigilię ? Chyba nie 😉 Od tego momentu kawa i herbata była juz za free….

Pani Jola z Polski

Pani Jola z Polski

cdn……


ABOUT THE AUTHOR

Małgorzata

    2 komentarze

  1. daro

    ()

    Cześć Gosiu. Super! Czekam na dalszą część przygody!

    Zdjęcia, opis, podział na poszczególne dni podobnie, jak u:
    http://nakreconakreceniem.blogspot.com/ (jak wszedłem to od razu tak mi się skojarzyło). Tylko Felicity daje więcej zdjęć (poza tym ma taki „swój” styl opisu,) ze swoich niewiarygodnych samotnych kobiecych wypraw. Polecam Ci – fajna inspiracja dla kobiet, które same gdzieś dalej wyruszają na rowerze, coś dla Ciebie! Grecja to chyba pierwsza Twoja samotna eskapada, tak?. Wklejaj i Ty więcej zdjęć!
    Pozdrawiam ciepło.

    Odpowiedz

    • Małgorzata

      ()

      Hej 😉 Po mailu zupełnie nie kojarzę, choć to teraz nie ma znaczenia czy się znamy czy tez nie ;))) Mniejsza o większość. Bardzo dziękuje Ci za informacje i za link. Na pewno z każdym wpisem będzie lepiej – to mogę obiecać! Ciesze się, że się podoba!

      Odpowiedz